Jak zorganizować żywienie dziecka na wakacjach

wpis w: Dietetyka, Dziecko, Rodzina | 2

 

Pierwsze, długo wyczekiwane wakacje z maluchem. Dotychczas normy na samolotowy bagaż były wypełniane przez plażowe kreacje lub szpilki – par kilka, nie mogłaś się zdecydować które zabrać.

Trrr wrr prr i zastanawiasz się czy zmieści się Twoja szczoteczka do zębów, masz do zabrania całą tonę rzeczy dla dziecka. Skrupulatnie kompletujesz apteczkę (bezsprzecznie ważny punkt programu, a najbardziej się cieszysz jeśli nic z niej się nie przyda).  Ubranka na ciepło, na zimno i na nie wiadomo jak – zapakowane, tysiąc innych rzeczy też, no, ale co z jedzeniem.

 

Jeśli zdecydowałaś się na podróż z maluchem, którego wyżywienie zawarte jest w Twoich piersiach, to „problem” masz w zasadzie z głowy. Jeśli korzystacie z butli, to asortyment butelkowy musi zmieścić się do walizki.

 

Większe wyzwanie napotkasz, gdy Twój maluch skończył 6 miesięcy i zajada więcej niż mleko.

 

Zatem jak przygotować się do podróży i co ze sobą zabrać, aby dziecko miało jak najlepsze warunki żywieniowe poza domem?

Po pierwsze, zorientuj się co napotkasz w docelowym miejscu, czy będziesz mieć dostęp do kuchni, jeśli tak, to w jakim stopniu jest wyposażona.

 

Nam przydały się następujące rzeczy:

Śliniak – obowiązkowy punkt programu, u nas zarówno w domu, jak i na wyjeździe sprawdzają się łatwo zmywalne z kieszonką.

Miseczka z możliwością przymocowania do stolika. W hotelach zazwyczaj są dostępne plastikowe talerzyki dla dzieci, jednak gdy Twoje dziecko jest na etapie radosnego obserwowania fruwających przedmiotów zabierz przyczepną miseczkę. Mój Szkrab w domu najczęściej zajada z tacy wmontowanej do fotelika, ale na wyjeździe niekoniecznie chciałabym aby „miział” jedzeniem otoczenie.

Kubeczek/bidon – niezbędnik. Dobrze wziąć coś, co dziecko zna, wyjazd nie zawsze jest dobrym momentem na naukę korzystania z nowości.

Zamykane pojemniczki – gdy wybieracie się na spacer, w góry czy na plażę, warto zabrać przekąski, np. kawałki owoców, warzyw. Będą świetnym rozwiązaniem i dla małego i dla dużego podróżnika.

Turystyczne krzesełko – materiałowe mocowanie do rozmaitej wielkości krzeseł. Gdybyśmy je mieli podejrzewam, że wózek wróciłby zdecydowanie mniej ubrudzony 😉

Wymienione rzeczy uważam za podróżniczy must have dla bobasa, który już je pokarmy stałe, ale jeszcze nie obsługuje samodzielnie szklanego talerza.

 

Kolejna sprawa dotyczy tego, CO dziecko będzie jadło.

O gotowych słoiczkach rozwodzić się nie będę, kupić można wszędzie, skład porównywalny. Swojemu dziecku nie podaję.

Wakacje często są momentem, w którym chcemy odpocząć od domowej codzienności, gotowania czy zmywania. Jeżeli traficie na miejsca, którym zaufacie odnośnie jakości produktów oraz sposobu ich przygotowania, to pozostaje jedynie mądrze wybrać danie z karty.

Może mam zboczenie zawodowe, ale lubię obserwować dokonywane wybory kulinarne całych rodzin.

Przerażeniem napawa mnie radość rodziców z tego, że ich ledwo siedząca pociecha wkłada do buzi frytkę itp.

Wybierz rozsądnie, niejednokrotnie lepszym rozwiązaniem okaże się danie z „dorosłej” karty niż z tej dedykowanej dzieciom.  W coraz większej ilości miejsc respektowane są rozmaite oczekiwania gości, zatem nie bój się poprosić np. o nieposolone ziemniaki, mięsko bez panierki czy naleśnika bez grubej warstwy cukru pudru.

Jeżeli wybierasz się w zakątek świata, w którym obawiasz się dostępności odpowiednich produktów lub zmiennej flory bakteryjnej dla małego brzuszka, możesz przygotować się w domu. Słoiczki można zrobić samodzielnie. Możesz zapeklować gulasz, leczo, pulpeciki, warzywa czy owoce. A będąc już na miejscu zalać wrzątkiem kus-kus czy płatki owsiane. To tylko mała część z istniejących możliwości żywienia podczas wyjazdu.

Pamiętaj, że tu nie chodzi o to, żeby dziecko zjadło cokolwiek, nie chodzi również o to, że skoro jesteście na wakacjach to można sobie pofolgować. Maluch obserwuje Was (dorosłych) bardzo wnikliwie, a na wakacjach ma do tego świetne warunki, jesteście wszyscy razem, nie spieszycie się. Wykorzystaj ten czas na pokazanie zdrowego wzorca, również na swoim talerzu.

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis zapraszam na stronę bloga na Facebooku i zachęcam do polubienia Fanpage’u  . W ten sposób na bieżąco będziesz dostawać informacje o kolejnych ciekawych postach! Znajdziesz mnie również na Instagramie.

 

 

 

 

2 Odpowiedzi

  1. Temat na czasie. Też uważam, że nie chodzi o to, żeby dziecko zjadło „cokolwiek” i już. Albo „aaa, wakacje, to sobie odpuścimy” 😉 My nie odpuściliśmy w zeszłym roku nad morzem 🙂 I choć nie chciało nam się gotować, to wybraliśmy takie dania, które robi się w kilka minut. W dodatku frytki i gofry kusiły na każdym kroku. Jeśli przez cały rok unikam schabowego w panierce, mocno solonych obiadów i naleśników z cukrem, to w wakacje nie mam zamiaru odpuszczać 😉 Taki styl życia 🙂 Wiem jak się kończy jedzenie rzeczy, od których mój organizm już odwykł 😛 nie chciałabym tego zafundować małemu brzuszkowi córki. Też lubię obserwować, co rodzice zamawiają swoim dzieciom. Ale jak dziecko, które ledwo siedzi i właśnie je frytki to hm – wkurza mnie to! Ostatnio słyszałam w restauracji rozmowę i mama mówi do około 4 letniej dziewczynki „no zjedz te frytki chociaż, bo Ty dzisiaj cały dzień nic nie jadłaś”. No to chociaż frytki 😉
    Pozdrawiam

Zostaw Komentarz