Regularność – niby banalna sprawa, a jednak trudna

Większość z nas zapytanych o to, co jest priorytetem w zdrowym odżywianiu odpowie, że regularność posiłków. Regularność wydaje się być prosta dopóki nie spróbujemy wprowadzić jej w swoje życie.

Oto, z czym musimy się zmierzyć:

  • „NIE MAM CZASU na przygotowywanie posiłków” – No przerąbane masz jeśli myślisz, że znajdziesz kogoś, kto powie „Mam tyle czasu, że aż nie wiem co z nim zrobić.” Żyjemy w takich dziwnych realiach, że każdy napotkany znajomy na ulicy… tfu… każdy napotkany znajomy w sieci mówi, że nie ma czasu, że doba jest zbyt krótka.

 

W temacie kto i na co znajduje czas, chcę Ci powiedzieć jedno – to kwestia priorytetów i organizacji. Jeżeli chcesz dokonać zmian w swoim stylu życia i zacząć jeść regularnie, to nie narzekaj, tylko przeanalizuj swój dzień. Być może będzie to oznaczało, że wieczorem nie rozsiądziesz się wygodnie przed TV tylko będziesz jedno oko rzucać na ulubiony serial, a drugie do garnka pichcąc obiad na następny dzień. Być może trzeba będzie nastawić budzik 15 minut wcześniej, żeby zjeść śniadanie.

 

Bez organizacji i przygotowania będzie ciężko. Często widząc kolejkę w mojej gabinetowej poczekalni pytacie czy jem regularnie. Uwierzcie lub nie, mi też nie jest łatwo. W tym miejscu pewnie powinnam napisać, że dietetyczka znajduje godzinę na każdy posiłek i po 25 razy przeżuwa każdy kęs. No, niestety tak nie jest. Niejednokrotnie kanapka cierpliwie czeka w szufladzie gabinetowego biurka na swoją porę zjedzenia.

 

  • „NIE MAM CZASU na zjedzenie posiłku.” Tutaj muszę rozdzielić interpretację problemu.

W wariancie pierwszym brak czasu na zjedzenie bywa mylony z brakiem posiłku. Na uczelni wykład za wykładem, w pracy spotkanie za spotkaniem, rozprawa za rozprawą, jeżeli masz przerwę, to trwa ona może 2, może 5 minut. To zbyt mało, żeby pójść do sklepu, kupić, zrobić i zjeść posiłek. Ale, jeżeli w torebce czy plecaku masz przygotowane pudełeczko, to po problemie. Ja mam podobnie, jeśli w tym gabinetowym biurku zabrakłoby tej kanapki, to pewnie byłabym zdana na to, że mój żołądek zapełni się jedynie opowiadaniem o jedzeniu.

 

Czyli stwarzamy sobie możliwość i czas.

 

Ta sugestia dotyczy również pobytu w domu z dziećmi. Narzekasz, że dzieciom gotować co innego, mężowi co innego, a sobie co innego, to doby by zabrakło. O mężu pisałam wcześniej KLIK. Wszystkim domownikom wyjdzie na dobre jeśli ugotujesz wspólne zdrowe danie. Dbasz o to, żeby dzieci zjadły regularnie, kot też. Zadbaj o siebie. Jak Tobie zabraknie sił, to ani dzieci, ani kot nie zje.

 

Ale, niestety, jest też wariant drugi. Pracujesz w dzikich warunkach, szef oczami wyobraźni ucina wypłatę za każdą, w jego mniemaniu, zmarnowaną minutę pracy. Problemem jest wyjście do toalety, nie mówiąc o zjedzeniu posiłku. Z przykrością muszę przyznać, że nadal jest to problem o sporej skali. Przychodzi mi obserwować jego konsekwencje u Pacjentów w postaci uszczerbku lub utraty zdrowia zarówno psychicznego, jak i fizycznego przez tego typu wyniszczające warunki. Rozumiem, że praca, że utrzymanie rodziny, ale wiem również, że nie ma rzeczy ważniejszej nad zdrowie i życie.

 

  • „Pracuję jako nauczyciel. Niby przerwa co te 45 minut, ale tyle spraw do załatwienia, że nie mam szans na posiłek.” Nauczyciel ważny zawód, moja Mama i Babcia go godnie reprezentują i co nieco wiem, że jednak jak się chce, to da się znaleźć czas, może nie na każdej, ale na co drugiej, a już na pewno co trzeciej przerwie. Nauczyciele, uwierzcie, wszystkie pozostałe zawody chciałyby tak regularne przerwy, jakie macie Wy.

 

  • „Jestem kierowcą, jak mam jeść, w aucie?” Ekhmm.. ja kierowcą zawodowym nie jestem, ale z przykrością muszę przyznać, że zdarza mi się jeść w aucie, przemieszczając się między firmami. Pół biedy, jeśli rzecz dotyczy kanapki, ale gdy stojąc na światłach zajadam posiłek sztućcami, to już nie patrzę na sąsiadujące samochody. Ci kierowcy jakoś dziwnie na mnie zerkali. Jeśli mam wybrać zjedzenie w samochodzie, a nie zjedzenie w ogóle, to wybieram opcję pierwszą.

 

  • „Mój każdy dzień wygląda inaczej, o różnych godzinach wstaję, o różnych godzinach zasypiam.” Jest i na to ratunek – regularność to nie godziny. Regularność to przedziały czasu.

Przeszkody już znamy, znamy również trochę metod jak im zaradzić. Jesteśmy gotowi na wyzwanie, zatem startujemy – jemy regularnie.

Czyli:

  1. Zaczynamy dzień od śniadania. Niezależnie czy dziś wstałeś o 4:15, 6:30 czy może 10:20, zaczynasz dzień od śniadania. Powinno być zjedzone możliwie jak najszybciej po przebudzeniu. Nie powinno przekraczać 1 godziny od pobudki.

 

  1. Każdy następny pełnowartościowy posiłek planujemy w odstępach nie krótszych niż 3 godziny, ale też nie dłuższych niż 5, maksymalnie 6 godzin.

 

  1. Ostatni pełnowartościowy posiłek spożywamy tak, aby zachować do snu przerwę nie krótszą niż 2 godziny, ale też nie dłuższą niż 4 godziny.

Zauważ, nie piszę tutaj zjedz 4, 5 czy 6 razy dziennie. Ilość posiłków jest zależna od tego jak długi jest Twój dzień. Jeżeli Twój dzień zaczyna się o 7:00, a kończy o 21:00, to optymalna ilość posiłków jest mniejsza niż w opcji gdy zaczynasz swój dzień o 4:15, a kończysz o 23:00.

A jak jest u Ciebie z regularnością?

Jeśli spodobał Ci się ten wpis zapraszam na stronę bloga na Facebooku i zachęcam do polubienia Fanpage’u  . W ten sposób na bieżąco będziesz dostawać informacje o kolejnych ciekawych postach! Znajdziesz mnie również na Instagramie.

 

 

 

 

 

 

 

 

13 Odpowiedzi

  1. Wymówki niestety często towarzyszą nam jeśli na czymś nam nie zależy, lub nie mamy odpowiedniej motywacji do podjęcia (bądź utrzymania) danego działania. Tak jak napisałaś najważniejsze są priorytety i według mnie organizacja czasu.

    • Tak to prawda. Musimy dbać o swoją motywację a przede wszystkim trzymać się wytyczonego wyzwania i wytyczonego celu aby do niego udało się dotrzeć! 🙂

  2. Gdy czytałam podobne zalecenia a potem otrzymałam je od dietetyczki – parsknęłam śmiechem. Nadszedł jednak czas problemów, jak to zwykle bywa i pokłoniłam się ponownie nad regularnością. Jednak MUSZĘ podkreślić jedną rzecz – jest ona możliwa przy określonym trybie dnia, by zajęcia nie były wymówką.

    • Motywacja to podstawa, choć w sytuacji problemów zdarza się, że trwa do ich zakończenia/załagodzenia. A dobrze by było, żeby na tym nie poprzestawać i trwać w dobrych nawykach na… zawsze ! 🙂

  3. Raz lepiej, raz gorzej. Zazwyczaj do jakiejś 15 jest ok, potem niestety zdarzają się potknięcia

    • Często tak jest, że do przysłowiowego obiadu jakoś dajemy radę a później chodzą za nami różne smaki i jedzeniowe ochoty. Ta popołudniowa pora to rozluźnienie po dniu pełnym emocji lub po prostu ich odreagowanie co jest sprzymierzeńcem pokus. Więcej na ten temat tu http://matka-dietetyczka.pl/?p=140

  4. Ja mam problem największy nie z regularnością a z odpowiednim komponowaniem posiłków

  5. Po ciąży chciałam czy nie musiałam jeść regularnie bo po prostu byłam głodna. Nie było mowy o opuszczeniu posiłku 🙂 teraz ta regularnosc w miarę się utrzymuje. Jednak śniadanie jem zdecydowanie później.

  6. U mnie jest dość ciężko z regularnością, fakt- powinnam sama o to zadbać i doskonale o tym wiem, jednak czasem zamiast tego wybieram coś innego a potem chodzę głodna, ale jem w mieście. Chociaz są dbi kiedy libienposiedziec w kuchni, przygotować cos dobrego na kolejny dzień i kiedy jestem tak przygotowana – i więcej jem i lepiej 🙂 chce się zmobilizować i robić to codziennie, ale jestem na dibrej drodze, bo coraz lepiej się organizuję. ;))

  7. U mnie z tą regularnością właśnie jest problem 😛 Jadłam jedynie regularnie gdy stosowałam dietę pudełkową 🙂

  8. Tak, wymówek jest zawsze sporo – w końcu kobiety to mistrzynie wymówek! Ale sama wiem po sobie, że jak się chce, to można 🙂 Tylko trzeba chcieć, trochę pomyśleć, zaplanować i powinno się udać. Nie ukrywam, że jedzenie przy małym dziecku nie należy do najłatwiejszych zadań (łatwiej było mi wyjść na krótką przerwę w pracy, żeby wciągnąć przygotowany w domu koktajl, niż zrobić to samo przy dziecku – serio!), ale przy odrobinie kombinatorstwa można jeść razem 😉

  9. Szczególnie te śniadania, dla mnie bardzo trudne. Jem dopiero w pracy – ok 2-3 godziny po przebudzeniu…

  10. Kiepsko, ale zapisuje post żeby zapamiętać 🙂

Zostaw Komentarz