Mężu, uwierz w swoją żonę!

Zaczyna się niewinnie, On dzwoni do gabinetu dietetyka i umawia termin na wizytę dla Niej. Wertuje zakamarki Internetu w poszukiwaniu diety cud lub od koleżanki w pracy kseruje ostatnie nowinki żywieniowe, dzięki którym pół biura wznosi ochy i achy nad jej nową figurą.

Bardzo chcę wierzyć w to, że tak rozpoczęte historie w większości wypadków mają szczęśliwy ciąg dalszy – On motywuje, wspiera, pomaga. Niestety wiara wiarą, a fakty faktami.

Przychodzą razem na wizytę. On, za Jej zgodą, w niej uczestniczy. Wywiad wydaje się być podyktowany Jego subiektywną opinią na temat Jej nawyków żywieniowych. Ona próbuje dodać coś od siebie, usprawiedliwić, ale widzę, że problem tkwi zdecydowanie głębiej niż wypowiadane przez zaciśnięte gardło słowa.

Dla mnie na tym etapie kończy się sens ich wspólnego uczestniczenia w wizycie. Wiem, że jeżeli mam pomóc, muszę wysłuchać obydwojga, ale oddzielnie.

W gabinecie pozostaje Ona. Łzy zaczynają coraz szybciej uderzać o blat biurka. Walczy z kilogramami od lat, zostało po ciąży, jednej, drugiej, czasem trzeciej. Dom, codzienne powtarzalne obowiązki. W myślach miliony razy marzyła o zdrowej, szczupłej sylwetce sprzed ciąż. Marzyła nie tylko o swoim wyglądzie, marzyła o zachwycie w Jego oczach.

Walka z kilogramami była bardzo nierówna, niejednokrotnie udawało się zgubić 5, 10, raz nawet 20kg. Starania te były zawsze okupione dzikim trudem, łzami. Przychodziło się Jej zmagać nie tylko z własnymi pokusami, głodem i zakwasami uniemożliwiającymi wzięcie dziecka na ręce. Zdecydowanie gorsze niż pokusy, głód czy zakwasy okazało się „wsparcie” ze strony najbliższej osoby.

Codziennością stało się używanie wobec Niej poniżających słów „nie jedz tego bo będziesz jeszcze grubsza”, „zrób coś w końcu ze sobą”, „znowu zjadłaś ciasto?”. Niestety, na tych sformułowaniach się nie kończyło. Zdarzało się, że w ruch szły zdecydowanie gorsze epitety.

Gdy udało się uzyskać, wydawałoby się, wymarzoną wagę, nie spotkała się z oczekiwaną akceptacją. Jej trud nie został ani raz doceniony, w zamian za swoje ograniczenia dostawała stwierdzenie „nie jedz, bo znowu będziesz gruba”.

Co On na to? On chce dobrze, On mówi, że kocha, mówi, że wspiera! Nie uważa za problem tego, że wymaga od Niej gotowania mu codziennie potraw, które są dla Niej największą pokusą. Paradowanie z ciastkami i chipsami przed Jej nosem też w Jego osądzie nie powinno być dla Niej problemem, bo skoro chce raz na zawsze zgubić kilogramy, to przecież musi mieć silną wolę. A słowa? Cóż, przecież On chce dobrze, On w ten sposób wspiera!

 

Drogi Jej Mężu!

Jeżeli pragniesz, aby Twoja żona zatroszczyła się o siebie, nie tylko w wymiarze własnego zdrowia, które być może już przez tyle lat złych nawyków żywieniowych podupadło, ale również w wymiarze swojej sylwetki, to wspieraj. Wspieraj, ale nie tak jak ON.

Pytasz „ jak?”. To dobrze, że pytasz. Jest  zatem szansa na Wasz sukces. Nie tylko Jej sukces. Na Wasz sukces. Bo Twoja żona potrzebuje Cię w tej drodze.

  1. NIGDY nie wypowiadaj poniżających słów w kierunku Jej wagi, sylwetki, nawyków żywieniowych.
  2. Nie zmuszaj. Żadne wymuszone przyprowadzenie drugiej osoby do gabinetu dietetyka, czy wciśnięcie w ręce wydrukowanej diety cud nie przyniesie trwałego rezultatu, jeżeli zainteresowana osoba nie jest gotowa na zmiany.
  3. Nie kuś wysokokalorycznymi daniami. Nie, nie mam na myśli, że nigdy nie zobaczysz swojego schabowego. Ale nie wymagaj codziennego gotowania dla siebie dań, których Ona nie powinna jeść.
  4. Zainteresuj się tajnikami Jej nowych nawyków żywieniowych.
  5. Wyręcz w zakupach. Ona i tak ma teraz więcej na głowie. Ucieszy się, że w przyniesionych zdobyczach sklepowych zobaczy produkty zgodne ze swoją dietą. Co więcej, nie będzie musiała zawracać sklepowym wózkiem przed alejką z łakociami.
  6. Jedz to samo. Tobie też to wyjdzie na zdrowie.
  7. Motywuj. Nie mam na myśli słów „może lepiej nie jedz tej czekolady, bo wiesz, wakacje już niebawem” albo „koleżanka z pracy tak super schudła, Ty też możesz”. Takie słowa nie pomogą. Motywuj konstruktywnie.
  8. Pochwal. Obejmij ją, powiedz, że pięknie wygląda, że widać Jej trud i starania i że jesteś z Niej dumny. Nie masz pojęcia jak takie słowa dodadzą Jej skrzydeł!

 

Mężu, uwierz w swoją Żonę. Ona potrafi przenosić góry, Ona potrafi schudnąć 5 i 50kg. Ale zarówno w tym przeniesieniu gór, jak i schudnięciu, bardzo ważną rolę odegrasz Ty. Mężu, uwierz w swoją żonę…

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis zapraszam na stronę bloga na Facebooku i zachęcam do polubienia Fanpage’u  . W ten sposób na bieżąco będziesz dostawać informacje o kolejnych ciekawych postach! Znajdziesz mnie również na Instagramie.

 

 

 

11 Odpowiedzi

  1. Świetny tekst 🙂 Powinien go przeczytać każdy mężczyzna, bo czasami chcą nam pomóc i nas zrozumieć, ale nie potrafią, a my, kobiety niekoniecznie potrafimy przekazać im to, czego od nich oczekujemy.

    • Dziękuję!:) Zatem podrzucajmy go „okolicznym” mężczyznom, może akurat komuś otworzy oczy i serce na opisywany problem!:)

  2. Święte słowa!!!
    Brak akceptacji poyrafi zniweczyć najszczersze chęci!

  3. Nie wyobrażam sobie, jakbym się poczuła, gdyby mój mąż – jakby nie było najbliższa mi osoba – powiedział, że jestem gruba. Albo, że za dużo jem. To jest jednak kwestia kultury, szacunku do drugiej osoby… Strasznie smutne, że są kobiety, które muszą słuchać takich tekstów.

    • To prawda, ja również nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Tym mocniej pęka mi serce gdy z taką historią przychodzi mi się zmierzyć w gabinecie. Z tym, że wtedy nie pora na moje rozterki bo najważniejsza jest Pacjentka.

  4. Współczuję kobietom z takimi mężami, a wiem, że są gdzieś tam, pewnie całkiem niedaleko mnie. Twoje rady są bardzo cenne i nie jeden taki „mąż” powinien wziąc je sobie mocno do serca.

  5. Zgadzam się z całym tekstem, brak akceptacji od najbliższej osoby to najgorsze co się może przytrafić w problemach 🙁 Każdy taki facet powinien tu zajrzeć… 😉

  6. Mój mąż nigdy nie powiedział mi nic przykrego odnośnie wyglądu, a wręcz przeciwnie, często mnie chwali i zachwyca się moim ciałem. I wiecie co? To motywuje do pracy nad sobą, bo chcę dla niego pozostać taka, jak w tej chwili: piękna. 🙂

  7. Ten tekst… Jakby był pisany o mnie. Ostatnio nawet udało mi się zrzucić 7kg, które o dziwo nie wróciły, ale przez to, że zamiast wsparcia od męża, miałam tylko kłody pod nogi, nie dałam rady walczyć dalej ze zbędnymi kilogramami ;(

  8. Ja bym do tej listy wspieraczy dodała – wyręcz ją, weź od niej to dziecko/jedno/drugie/trzecie, zajmij się dzieckiem, pomóż jeść regularnie i zdrowo, daj szansę wyjść na fitness. Sorry ale ja czasem nie mam czasu w ogóle jeść a co dopiero zdrowo. Marzenia… Cieszę się z kanapki na szybko i pierogów ze sklepu, bo nie jestem głodna chociaż… Nie słyszę wrednych komentarzy ale akceptacji też nie czuję ani komplementów nie słyszę.

Zostaw Komentarz