Kalendarz odchudzania – czyli która pora roku jest najlepsza na odchudzanie.

7 zim, 7 wiosen, 7 lat i 7 jesieni pracuję jako dietetyk. Obserwuję moją branżę nie tylko z pryzmatu „natężenia” wizyt w moim gabinecie, ale również zainteresowania korzystaniem z cateringu dietetycznego Apetyt na Zdrowie, który prowadzę.

Niejednokrotne widzę, że zmagacie się z decyzją o rozpoczęciu zmian w nawykach żywieniowych w zależności od… pory roku.

U niektórych dominuje przekonanie, że w lecie jest łatwiej chudnąć no bo zimą trzeba więcej jeść ze względu na niższe temperatury otoczenia i w ogóle niedosyt słońca wzmaga aurę depresyjno – nostalgiczną. Pozostali stwierdzą jednak, że w zimie znajdują więcej czasu dla siebie a w lecie jest zbyt dużo pokus związanych z wyjazdami, imprezami etc.

Kolejne argumenty dotyczą zmiennej „frekwencji” sezonowych warzyw i owoców czy możliwości aktywności na świeżym powietrzu.

Zatem jak to jest – która z pór roku jest obarczona największą szansą na osiągnięcie wagowego sukcesu?

Specjalnie dla Was przeanalizuję cały rok kalendarzowy!

W tym wpisie odniosę się do przykładowego przebiegu kuracji dietetycznej rozpoczynającej się wraz z planem noworocznych zmian.

Zima. Konkretniej – 1 styczeń. Nie ważne czy 2013 czy 2017. Jest postanowienie. Rzucę to i tamto noi rzecz jasna – SCHUDNĘ.

2 styczeń.  Z Nowego Roku zostało jeszcze trochę smakołyków. Jak dokończę to zacznę myśleć o diecie.

4 styczeń.  Rany Boskie! Zmarnowałam 4 dni nowego roku! Dzwonię do dietetyka. Co???!! Wizyta za 3 tygodnie??? Przecież ja muszę JUŻ mieć dietę!

Czekam sobie na wizytę, ale już zacznę działać. Rzucam słodycze!

27 styczeń.  Mam plan żywieniowy! Działam!

10 luty.  Działam ostro! Na żołądku jakby lżej, jem regularnie, nie jestem głodna. Da się przeżyć!

14 luty.  Cholera.. walentynki. Luby zaprosił mnie na… ciacho!

15 luty.  Zasuwam na bieżni, spalę ciacho i działam z dietą dalej!

24 luty.  Wizyta kontrolna. Schudłam 4kg!! Czuję, że mogę góry przenosić!

7 marzec. Trzymam się zdrowego żywienia mocno. Ale jak koleżanka w pracy ma imieniny to nie odmówię. Cholera.. jutro dzień kobiet.

8 marzec.  Pizza, pół butelki wina. Świętujemy.

9 marzec. Oj tam! Skoro schudłam 4kg to przecież jedno ciastko nic nie przeszkodzi!

25 marzec.  Wizyta kontrolna – od ostatniej wizyty tylko 2 kg w dół!? Ale jakto? Czemu nie tak fajnie jak w pierwszym miesiącu?

3 kwiecień. Niebawem święta, przecież nie można trzymać diety w święta! Poświętuję i wrócę na dobrą drogę tak szybko jak tylko skończą się poświąteczne smakołyki.

26 kwiecień.  Przytyłam 1,5kg! A przecież było już tak dobrze! No nic! Lato nadchodzi, muszę się zabrać za siebie!

27 kwiecień.  Kupuję karnet na siłownię! Plan żywieniowy dostosowany do rytmu aktywności fizycznej! Nie może się nie udać!

2 maj.  Długi weekend. Nic mi z tego! Jem zdrowo. Na pierwszym w tym roku grillu będę kierowcą!

25 maj.  Komunia w rodzinie. Zjem mądrze, nie przesadzę z ciasteczkami. Dam radę.

28 maj.  Waga spada a co najważniejsze – efekty widzę nie tylko ja, ale też rodzina i znajomi!

5 czerwiec. Dieta trochę powszednieje. Jestem już dobrze wprawiona w zdrowe gotowanie, ale coraz częściej nachodzą mnie inne smaki. Inne, czyt. spotkania ze znajomymi etc.

11 czerwiec.  Wesele. 2-dniowe. Z dietetykiem przeanalizowałam temat, wiem, że nie chodzi o to aby się oblizywać na widok smakołyków, tylko żeby wybrać mądrze.

14 czerwiec. No nie wiem czy wszystkie wybory były takie mądre jak chciałam. Ale kawał dobrej roboty już za mną a poza tym tak mnie kuzynki chwaliły na weselu, że w zasadzie może trochę odpuszczę z tą dietą.. no tym bardziej, że za 3 dni wylatuje na wakacje all inclusive!

25 lipiec.  Tak się trochę bałam stanąć na wagę.. niestety słusznie. Jest +2kg!! Na wakacjach poszalałam. Zamiast skosztować po trochę rozmaitości zagranicznych kuchni to wpierniczałam ile dałam rady.

7 sierpień.  Przekładam wizytę u dietetyka, przecież nie mam się czym pochwalić, a jeszcze jeden weekendowy wyjazd przede mną. Jak wrócę to wezmę się za siebie. Pójdę na wizytę końcem sierpnia.

3 wrzesień.  No głupotę zrobiłam.. zamiast zrobić kontrolowaną przerwę w odchudzaniu na trudny dla diety czas wakacji to ja albo jadłam nieregularnie albo się objadałam i myślałam, że w tydzień stosowania diety na nowo wszystko wróci do normy. Teraz już wiem, że wizyta kontrolna nie jest po to, żeby pochwalić się super osiągnięciami ale przede wszystkim nauczyć się jak poradzić sobie w trudnych sytuacjach. Cieszę się, że mimo różnych myśli zdecydowałam się wrócić na regularne wizyty.

5 październik.  Motywacja i wola walki o swoje Zdrowie i sylwetkę wygrywają, weszłam z powrotem na dobre tory. „Odrobiłam” wakacyjne nadprogramowe kilogramy i mam już niższy poziom tkanki tłuszczowej niż przed wakacjami. Myślę, że aktywność fizyczna mi w tym dodatkowo pomogła!

30 październik.  Coś z tą aktywnością różnie jest i niestety pojawił się nowy problem, długie wieczory, więcej stresu w pracy i przypomniałam sobie o słodyczach 🙁

4 listopad. Myślałam, że ze słodyczami to jestem skazana na porażkę, że będzie tak jak kiedyś i znowu będę zajadać stres moją ulubioną czekoladą. Powiedziałam o tym dietetyczce zastanawiając się co ona na to wymyśli, przecież nie ma czarodziejskiej różdżki, którą sprawi, że czekolada będzie w smaku kapusty… Dostałam parę wskazówek, część z nich wydaje mi się dziwna ale pozostałe spróbuje wprowadzić w życie. W sumie nic nie tracę..

6 grudzień.  No ona (dietetyczka) chyba jednak ma tą czarodziejską różdżkę. Sama nie wiem jak to się stało ale stopniowo zaczynam panować nad słodyczową ochotą. Wiem jak poradzić sobie nacodzień, jeszcze pracuję nad sytuacjami, w których ktoś mnie częstuje. Ciekawe co będzie w święta..

25 grudzień. Zawsze w święta wyglądałam jak chomiczek, który musi nabrać zapasów jakby przez najbliższe 2 tygodnie nic nie dawali jeść. Po świętach czułam się ociężale, ale z drugiej strony nie wyobrażałam sobie świąt bez tradycyjnych przysmaków! Po raz pierwszy udało mi się połączyć spróbowanie wszystkich potraw bez przejedzenia się! A nawet zebrałam całą rodzinę na dwa wspólne spacery po śniegu!

31 grudzień.  Podsumowanie roku? Zawsze go unikałam. Nie chciałam się dołować. Zawsze myślałam – zacznę od Nowego Roku. Tym razem jest inaczej. Jestem z siebie dumna. Schudłam w ciągu 12 miesięcy 15,5kg! Z jednej strony wiem, że nie cyferki są najważniejsze ale jak tu się nie cieszyć!! Po raz pierwszy od bardzo dawna NAUCZYŁAM się zdrowo jeść i nie tęsknić za dawnymi nawykami, a co chyba najważniejsze – akceptuję siebie i swoje ciało! Czy to koniec mojej drogi żywieniowej? Nigdy w życiu! To dopiero jej początek! Przede mną za kilka dni wizyta, na której będzie następował kolejny etap rozszerzania mojej diety.

 

******

 

Niebawem kończymy kolejny rok. Rok 2017.

Co Ty byś napisała pod datą 31 grudnia?

Pamiętaj, że to Ty o tym decydujesz.

To, że kiedyś schudłaś w wakacje a koleżanka poradziła sobie z dietą od przysłowiowego „Nowego Roku” nie oznacza, że u Ciebie teraz będzie identycznie.

Idealny miesiąc na rozpoczęcie zmian to ten, w którym jesteś na te zmiany gotowa!

Jeżeli potrzebujesz indywidualnego wsparcia – służę pomocą –> KONTAKT Z DIETETYKIEM MAGDALENĄ DEPA-MUNIAK